|
wstęp
No dobra, minął rok. Jest nowa rzecz, kontynuacja "Moherfuckera". Nosi tytuł "Russian Impossible" i ponownie matką tytułu jest moja żona. Wiem, że wykonałem świński numer kończąc "Moherfuckera" tak, jak skończyłem. Staram się to zrekompensować czytelnikowi od pierwszych stron "Russian Impossible" wracając do newralgicznego wątku fabuły. Co poza tym? Nowe postacie, które polubiłem od pierwszej chwili stworzenia. Nowe wątki, tak ciekawe, że nie mogłem się doczekać jak je zręcznie zagmatwam, sensacyjnie poprowadzę i zaskakująco zakończę. Nowe i - chyba - jeszcze groźniejsze i trudniejsze do wytępienia odpryski Cthulhu. "Więcej->->->"
|